Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ukraina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ukraina. Pokaż wszystkie posty
Dzień po dniu post, ale co tam. Na nadmiar weny się nie narzeka.

Moje zdobycze z czerwca to:
koperta z Florydy i jej zawartość


bandana w kolorowe wzorki, magnes na lodówkę z manatami (właśnie dowiedziałam się o istnieniu tych foko- i wielorybopodobnych zwierząt), pocztówka z nadmorskiego zamku oraz zielona herbata - to akcent dalekowschodni w amerykańskim opakowaniu. Zapachniało mi to wszystko trochę surferami i "Słonecznym patrolem". Sunshine!

Kolejna z Ukrainy zdobycz, dzisiaj przyszła.


Dostałam kartkę hand-made - how cute is that? :) A także ukraińskie znaczki i pocztowe naklejki, które przydadzą się do wyklejania kartek dla innych postcrosserów. No i herbata - mocna jak ... . Nie znajduję porównania, wybaczcie. Po prostu mocna, czarna i aromatyczna.

W następnych postach pewnie Wiedeń, który czeka mnie jeszcze w tym tygodniu. Miłego wieczoru!
Zaczynam przypominanie sobie majówkowego Lwowa od wizyty na Cmentarzu Łyczakowskim. Uwielbiam zwiedzać cmentarze... Szczególnie jak są duże i ładnie odrestaurowane. Lubię chodzić tymi zakręcającymi alejkami i przyglądać się nagrobkom. Czytać kto to był, kiedy zmarł i oglądać zdjęcia. Tu na zdjęciu powyżej nagrobek naszej rodaczki, który bardzo chciałam zobaczyć.

 Opera Lwowska, czyli według mnie najpiękniejszy budynek we Lwowie - no może na równi z budynkiem dworca. Oczywiście spośród tego, co zdążyłam zobaczyć. Flaga Ukrainy dumnie powiewała sobie na wietrze :P
 Jeden z "must see" dla Polaków - pomnik Adama Mickiewicza. O dziwo, nie pachniało tam tak brzydko, jak przy pomniku Mickiewicza w Krakowie. I praktycznie kolejka do zdjęć, składająca się z samych Polaków. Musicie wiedzieć, że trudno jest zrobić zdjęcie komuś przy tym pomniku i jednocześnie uchwycić jego górną część. Trzeba stanąć daaaleko...
 Targ, który prowadził do Opery Lwowskiej. Interesujące drewniane domki i pełno ludzi, jak to w weekend. I w dodatku były Dni Lwowa.
Bonusowa fotka, czyli widok z okna naszego hotelu. Mieszkaliśmy w kilkunastoosobowym pokoju na ostatnim piętrze, pod dachem. Okno na ścianie zamontowane było przy samej podłodze, taki trochę hardcore. Widok na tą kamienicę z boku bardzo mi się podobał. Te żółte i niebieskie kolory wyglądają jak malutka namiastka Meksyku. I nie rozumiem tego trójkątnego wgłębienia w balkonach po lewej stronie.

Z chęcią zagłębiłabym się dalej w Ukrainę. Mogłoby być jeszcze ciekawiej.

P.S. Dodam, że paczka fajek przy granicy kosztowała taniej niż kawa w McDonaldzie. Kraj paradoksów.